Podczas wizytacji z lat 1723–1728 były tu organy 10-głosowe. W następnej wizytacji, z roku 1766, obejmującej dekanat bobowski, wspomniano zapewne ten sam instrument jako wymagający reperacji. Dokonano jej jeszcze w tym samym roku. W 1855 r. w kościele był, zapewne ten sam, organ o 10 głosach w stanie odpowiednim. Z powstaniem obecnego instrumentu łączy się dość burzliwa historia, której echa pobrzmiewają w aktach parafii. Miała tu miejsce niecodzienna sytuacja, kiedy to proboszcz dążył do budowy nowych organów, a komitet parafialny sprzeciwiał się temu i wolał naprawiać dotychczasowy, 10-głosowy instrument, pochodzący jeszcze sprzed 1723 r. Spór oparł się o konsystorz biskupi, dzięki czemu zachowały się świadectwa stanowisk obu stron. Jako pierwszy do konsystorza wystąpił komitet ze skargą na zachowanie proboszcza, który sprowadził takiego Pachołka na organiste który jeszcze i grać nieumiał. Nareście dozwolił mu zburzyć i zrojnować organy tak dalece których już żaden Majster niepotrafi tak złożyć żeby grały tylko trzeba nowych. […] zreperowano Miech ale to zadarmo; gdyż wiatru więcej idzie w pole niż do piszczałek bo to wszystko [z]agięte i okruszone. Trwało to w milczeniu parę miesięcy […]; jeszcze Przewodniczący kupił kliju i posłał dwóch z Parafian jeden co wprzód ten Miech zreperował, aby jeszcze jako poprawić. ale Wielebny Ksiądz zamknął chór i niepuścił ich.
Wezwany do złożenia wyjaśnień w tej sprawie, proboszcz przedstawił własną wersję wydarzeń:
Najprzewielebniejszy i Najczcigodniejszy Biskupi Konsystorzu!
Odnośnie do Najszacowniejszego wezwania z dnia 18. listopada r. 1895 […] niżej podpisany Urząd parafialny w Mogilnie sprawę organów tutejszych oraz czemu na naprawę miechów nie zezwolił w następny sposób wyjaśnia: Niżej podpisany proboszcz w pierwszym i drugim roku objęcia probostwa na Mogilnie, to jest w r. 1888 i 1889 widząc, że z miechu dziurami na wszystkie strony para uchodzi, w celu polepszenia organu miech ten razem z organistą parę razy klejił. Gdy to nie pomagało organowi, niżej podpisany w r. 1890 zawezwał organmistrza Tomasza Falla, jako człowieka fachowego i rzetelnego, aby organ i miech w kościele w Mogilnie wyrestaurował. Fall orzekł, że szkoda pieniędzy na wszelką reparacyą tego organu. Niżej podpisany prosił tegoż organmistrza, aby w celu polepszenia organu nowy miech wykonał, ale tenże organmistrz odrzekł, że na nowy miech także szkoda pieniędzy wydawać, bo do tego organu co kilka miesięcy trzabyłoby nowy miech dorabiać, gdyż para uchodząca dziórkami od robaka we winkladzie i w drewnianych piszczałkach porobionymi szybkie zepsucie się miecha powoduje. Organmistrz zaproponował budowę nowych organów za niską cenę 350 złr. spłacaną przez 7 lat po 50 złr., na co jednak komitet zgodzić się nie chciał. Proboszcz zatem porozumiał się z organistą w Krużlowej i tenże kosztem niżej podpisanego miech klejił, organ jako tako wystrojił, który potem trochę głosu blisko przez rok ze siebie wydawał, jednak przez ten przeciąg czasu co parę tygodni trzeba było w miechu dzióry klejić. Aż nareście w roku 1894 podczas kilkutygodniowej słoty miech bardziej się porozklijał, przezco na organie wcale nie można było grać. Powstał wtedy pomysł, aby kupić używany miech cylindrowy z Siedlec, na co członkowie komitetu składkę pieniężną w r. 1894 po całej parafii urządzali, a miechu tego nie kupili, z téj składki parę Złr. na naprawę starego miecha cieśli dali, a resztę pieniędzy gdzieś roztrwonili. Naprawa przeprowadzona przez cieślę nie przyniosła rezultatu. Gdy śniegi na wiosnę zaczęły tajać, rozmarzł tedy i kléj, którym podczas mrozu w grudniu w r. 1894 miech był klejony, w ten sposób miech kalikantowi, a organ organiście całkowite posłuszeństwo wypowiedziały. Przez wszystek ten czas, jak się miech w celu polepszenia organu restaurował jeden kalikant nie był w stanie przez całą mszę św. lub podczas Nabożeństwa niedzielnego lub świątecznego wystarczyć kalikować, bo się od szybkiego kalikowania zmęczył, spocił, a niekiedy w połowie mszy św. ustał i od miecha uciekł, tylko 3 lub 4 kalikantów jeden po drugim na przemian musiało kalikować, aby pary do organu nastarczyć, bo takowa dziórkami od robaka porobionymi zewsząd uchodziła. Przez to częste klejenie i restaurowanie miechu i od stosu kamieni na nim nakładzionych w celu szybszego opadania i funkcyonowania miech ten na chórze umieszczony taki huk, łoskot, trzask i zgrzyt wydawał, wśród którego tylko piszczenie organu i jakieś nie do opisania dzikie głosy piszczałek słychać było, że ludzie w kościele będący w niedzielę lub powszedni dzień na Nabożeństwie razem z Kapłanem Nabożeństwo sprawującem wielkiego roztargnienia doznawać musieli. Wskutek takiego stanu rzeczy proboszcz na dalsze naprawy nie pozwolił, bo widzi, że naprawa tak nędznego organu i miechu tyle znaczy, co przymuszanie suchego i zbutwiałego drzewa do wydawania owocu. Aby zaś chwała P. Boga nie ustawała, dlatego jak w poprzednich latach za każdorazowym popsuciem się miecha, tak i teraz organista w niedzielę, święta uroczyste i w dni powszednie na swej fisharmonii grywa.
Do listu dołączona była napisana na papierze firmowym Tomasza Falla opinia organmistrza. Ten potwierdził w zasadzie słowa proboszcza, nadto dodał, że znalazł w organie zanotowane że był już w roku 1766 reperowany, tem samem można przypuszczać że był zrobiony około roku 1700 gdyż robak i czas zupełnie go poniszczyły. Powtórzył podaną przez proboszcza opinię o stanie instrumentu i warunki zapłaty za nowe organy, którymi jednak przez pięć lat komitet nie był zainteresowany. Dopiero w 1895 r., jak pisał Fall, było dwóch komitetowych u mnie z zapytaniem czy będę robił ten organ na tych samych warunkach jakie podałem w roku 1890, ale otrzymali odpowiedz odmowną, gdyż w tem czasie nie mogę tego organu zrobić niżej 450 złr.
Ostatecznie nowy instrument wykonał przymierzany wcześniej do tej roli Fall, a działo się to w 1896 r. Organy remontowano w 1967 r. W 2005 r. Kazimierz Plewa z Nowego Sącza przeniósł je do nowego kościoła parafialnego pw. Podwyższenia Krzyża Świętego. Gdy tam sprowadzono większy instrument, stary zwrócono na dawne miejsce. Prace montażowe wykonał Dawid Zagórski w 2024 r.
Wiatrownica klapowo-zasuwowa. Stół gry wbudowany w lewy bok szafy organowej.
Skala manuału: C–c3.
| Manuał |
|---|
| 1. Pryncypał 8’ |
| 2. Salicet 8’ |
| 3. Oktawa 4’ |
| 4. Piccolo 2’ |
| 5. Quinta 2 2/3’ |
| 6. Flet kryty 8’ * |
P. Pasternak, Zabytkowe organy w diecezji tarnowskiej, Tarnów 2025, s. 126–128 (tam też szczegółowa bibliografia)
Zdjęcia w starym kościele: Michał Stańczyk
Zdjęcie w nowym kościele: Piotr Droździk
Ostatnia modyfikacja: 2026-05-06 10:14:00